Warszawski marsz "Wszyscy dla wolności", w rocznicę częściowo wolnych wyborów z 4 czerwca 1989 r., otwierali byli prezydenci Bronisław Komorowski i Aleksander Kwaśniewski. Obok nich szła była premier Ewa Kopacz, był też Adam Michnik, redaktor naczelny "Gazety Wyborczej". I tłum ludzi. - W 1989 r. miałem 19 lat. Wybory 4 czerwca były moimi pierwszymi wyborami w życiu. I najważniejszymi, bo przyniosły Polsce wolność i demokrację. A dzisiaj słyszę z ust rządzących, że ta cała wolność jest nic niewarta. Że to wynik jakiejś zmowy z Magdalenki - mówił naszemu dziennikarzowi Grzegorz Michalak, informatyk z Piaseczna.

Pochód rozpoczął się na placu Bankowym. Przeszedł ulicą Marszałkowską do placu Konstytucji - to blisko 3 km. Na placu Bankowym jako jeden z pierwszych występował Krzysztof Łoziński, pomysłodawca Komitetu Obrony Demokracji, który rozpoczął od minuty ciszy za studentów, którzy 4 czerwca 1989 r. zginęli w Pekinie na placu Tiananmen, rozjechani przez czołgi wysłane przez komunistyczne władze.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej