W rocznicę wyborów 4 czerwca 1989 r., które rozpoczęły karierę polityczną Jarosława Kaczyńskiego - został wtedy wybrany senatorem z województwa elbląskiego, a jego brat Lech z województwa gdańskiego - prezes PiS zarysował ostatnie 27 lat niepodległej Polski jako starcie sił demokratycznych z takimi, które do prawdziwej demokracji w Polsce dopuścić nie chciały. Za każdym bowiem razem, gdy do władzy dochodziły siły demokratyczne, wybuchała rebelia, która im możliwość zmian odbierała.

Kaczyński: To kolejna "rebelia" w naszym kraju

Jarosław Kaczyński przemówienie podczas regionalnego kongresu partii w Warszawie rozpoczął od pochwalenia wszystkich członków PiS za ostatnie sukcesy - zwycięstwa w kolejnych wyborach. Zwrócił jednak uwagę, że stolica nie jest miejscem, "gdzie PiS zdobywa kolejne procenty w łatwy sposób". Zagrzewał do walki, mówił, że PiS potrzebuje również "władzy w Warszawie, prezydenta Warszawy". Bo, jak przekonywał, dla stolicy jest ważne, by "dobra zmiana, ten proces odnowy" odbywały się również tutaj. - Jest wielu takich, których nie przekonamy. Oni żyją w jakimś świecie wymyślonym przez media. Nie ma sposobu, żeby do nich dotrzeć - stwierdził. Ale zaraz dodał, że jest wiele osób sceptycznych, "ale takich, do których mówić można".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej