Centrum Praw Kobiet działa od 21 lat. Ma oddziały m.in. w Warszawie, Gdańsku, we Wrocławiu i w Łodzi. Zajmuje się ofiarami przemocy, przede wszystkim kobietami. Dzięki fundacji niejedna z nich zdecydowała się odejść od męża oprawcy, bo otrzymała od organizacji niezbędną pomoc.

W ostatnich latach CPK funkcjonowało przede wszystkim dzięki pieniądzom z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej Ministerstwa Sprawiedliwości.

W tym roku ministerstwo nie przyznało CPK dofinansowania. W związku z tym jego oddziałom grozi zamknięcie. W uzasadnieniu urzędnicy napisali, że CPK "zawęża pomoc do określonej grupy" (czytaj: kobiet), a jemu zależy na pomocy kompleksowej.

Zdaniem prof. Małgorzaty Fuszary, która wczoraj była gościem radia TOK FM, podejmując taką decyzję, rząd uznał, że ofiara powinna pozostać w rękach kata.

- Tak musimy to widzieć, po prostu nie będzie miała innego wyjścia. Na poziomie indywidualnym jest to sytuacja tragiczna, a na poziomie ogólnym jest to sygnał dla społeczeństwa, że kobieta ma właśnie zostać z tym katem, że my nie będziemy pomagać w tym, żeby z dziećmi mogła gdzieś uciec - mówiła profesor.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej