Po serii podpaleń mieszkań cudzoziemców w Białymstoku Bartłomiej Sienkiewicz, szef MSW poprzedniego rządu, zapowiedział w maju 2013 r. zrobienie porządku z białostockimi faszyzującymi skinami i kibolami. Po trzech latach prokuratura może się wreszcie pochwalić wynikami śledztwa: 102 osoby zatrzymane, ok. 200 zarzutów. Materiał dowodowy jest na tyle mocny, że podejrzanych można było wypuścić z aresztu tymczasowego.

Nagrania z pierwszych zatrzymań w 2014 r. robią wrażenie. Uzbrojeni policjanci tłoczą się na klatkach schodowych. Wyważają drzwi mieszkań, rzucają na podłogę łysych, mocno zbudowanych, wytatuowanych mężczyzn. Zaskoczeni nad ranem, nie stawiają oporu. Tu policyjny pies znajduje marihuanę, tam na łóżku leżą fanty: szalik Jagiellonii, rękawice bokserskie, kominiarka.

Zatrzymują funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego, Komendy Wojewódzkiej i Miejskiej Policji w Białymstoku. Nadzoruje prokurator Grzegorz Masłowski z wydziału ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji tamtejszej prokuratury apelacyjnej. Prawdziwy wyga - 27 lat pracy, większość czasu w "pezetach". Zęby zjadł na mafiach, oskarżał gang wołomiński.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej