Likwidacja tzw. godzin karcianych to jedna z obietnic z expose premier Beaty Szydło. Tak zwane hallówki (od nazwiska ówczesnej minister Katarzyny Hall) wprowadzono w 2008 r. Od tego momentu nauczyciele poświęcali dwie godziny w tygodniu (w szkołach ponadgimnazjalnych - jedną) na pracę indywidualną z uczniami - z tymi szczególnie zdolnymi albo potrzebującymi specjalnego wsparcia. To więc najczęściej kółka zainteresowań albo zajęcia wyrównawcze. Nauczyciele nie dostali za nie dodatkowego wynagrodzenia.

W połowie marca Sejm znowelizował Kartę nauczyciela - najważniejsza zmiana to właśnie likwidacja godzin karcianych. Ale ZNP, największy nauczycielski związek zawodowy, nie jest zadowolony z formy, którą zaproponowało Ministerstwo Edukacji Narodowej.

- Nowe rozwiązanie spowoduje dowolność przyznawania przez dyrektora szkoły poszczególnym nauczycielom liczby godzin zajęć edukacyjnych, wychowawczych i opiekuńczych, wykraczającej poza obowiązujące ich ustawowe pensum - zauważa prezes ZNP Sławomir Broniarz. - Przyjęta w takim kształcie nowelizacja może prowadzić do nierównomiernego rozłożenia obowiązku pracy wśród nauczycieli, a w konsekwencji do przekraczania tygodniowej normy czasu pracy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej