Wyrok z zawieszeniu w jednej z największych afer w Polsce to nie zaskoczenie. Andrzej M., który odpowiadał za informatyzację najpierw w Komendzie Głównej Policji, a potem był szefem Centrum Projektów Informatycznych w MSWiA, poszedł na współpracę z prokuraturą. Ta w zamian zgodziła się, żeby dobrowolnie poddał się karze bez procesu. Sąd we wtorek zaakceptował zaś uzgodniony wcześniej wyrok i za pomoc w wyjaśnianiu afery złagodził mu karę.

M. straci jednak korzyści, jakie miał z łapówek za przychylność dla firm zabiegających o zlecenia na informatyzację. Zlecenia te przejmie skarb państwa. Czyli duże liczby sprzętu RTV i AGD, które dostał w związku z urządzaniem nowego mieszkania. Straci też nissana quashqai i 147 tys. zł. Przez osiem lat nie będzie też mógł pracować na kierowniczych stanowiskach w instytucjach państwowych i samorządowych.

Razem z nim dobrowolnie poddali się karze członkowie jego rodziny - żona, ojciec i siostra. Pomagali legalizować pieniądze z łapówek. We wtorek sąd skazał ich na kary więzienia w zawieszeniu i przepadek korzyści z łapówek, które pomogli ukryć Andrzejowi M. To 1,7 mln zł na kontach i nieruchomości. - Czyny oskarżonych nie budzą wątpliwości - orzekła sędzia Izabela Ledzion.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej