Pani Jolanta mieszka w czteropiętrowym budynku na warszawskim Gocławku. Wokół domki jednorodzinne, z kominów jednego regularnie leci gryzący, żółty dym. - Gołym okiem widać, że palą odpady, ale jak wzywaliśmy straż miejską, to przyjeżdżali, patrzyli, jak się kopci, i odjeżdżali. Nawet nie weszli na posesję - opowiada.

Problem z kopcącym sąsiadem ma nie tylko zimą, ale też latem. - Pierwszy raz straż miejską wezwaliśmy trzy lata temu. Później jeszcze kilka razy wzywaliśmy strażników i zawsze kończyło się tak samo - żadnej pomocy.
Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej