Kilka lat temu czytelnicy alarmowali o "samobójstwach" karpi w jednym z warszawskich sklepów Tesco: ryby w panice wyskakiwały z basenu na podłogę. Zoolodzy wyjaśnili: w wodzie były poranione ryby i krew, więc inne usiłowały uciekać. Bo ryba czuje całym ciałem. Nawet ta pokryta twardą łuską, jak karp. Czuje wszystkie bodźce: ruch, dotyk, czynniki chemiczne, fale dźwiękowe. Badając reakcje biochemiczne rybiego mózgu, naukowcy stwierdzili, że odpowiada on na bodźce bólowe podobnie jak mózg ssaków.

Były już wygrane procesy o dręczenie kotów, psów, krów, koni, świń. Nigdy nie udało się wygrać procesu o dręczenie ryb. Postępowania są umarzane: bo sprzedaż żywych karpi to "świąteczna tradycja".

W 2010 r. prokurator generalny Andrzej Seremet wydał wytyczne dla prokuratorów, w których stwierdził, że usprawiedliwianie dręczenia ryb świątecznym obyczajem nie ma oparcia w prawie. Przypomniał, że ryby, jak wszystkie zwierzęta kręgowe, objęte są ochroną przed znęcaniem się. Nie poskutkowało. Co roku tysiące osób dokumentują w sklepach przypadki dręczenia ryb, a spraw karnych nie ma. W zeszłym roku fundacja Noga w Łapę spektakularnie przegrała proces o dręczenie żywych ryb w sklepie E.Leclerc na warszawskim Ursynowie. Najpierw bezskutecznie usiłowała zainteresować sprawą prokuraturę, potem sama wytoczyła sklepowi proces karny. Ryby były tam trzymane w plastikowych skrzynkach z minimalną ilością wody oraz bez wody na ladzie. Sprzedawano je klientom do reklamówek bez wody. Sąd nie wezwał biegłego, o którego wnioskowała fundacja, tylko powołał specjalistę z Instytutu Rybactwa Śródlądowego. Ten opinię oparł na artykule z pisma "Fish and Fisheries" (Ryby i rybołówstwo) z 2012 r., w którym kwestionowano wcześniejsze wyniki badań o odczuwaniu przez ryby bólu. Sąd uznał więc, że nie ma pewności, czy ryby go odczuwają. Relację z wyroku rozesłało dziennikarzom towarzystwo Pan Karp, które co roku promuje "towar", wioząc żywe karpie do Watykanu. W ostatnich dwóch latach dodało do promocji "odtwarzanie tradycji" w transporcie ryb: w zeszłym roku był to zaprzęg konny z żywymi rybami w beczkach z wodą. W tym roku "spławianie ryb" barkami w beczkach z wodą, Wisłą z Krakowa do Torunia, "by w mieście Kopernika spotkać się z rybami bałtyckimi: śledziami, dorszami i flądrami", które żywe przywieziono z Gdyni.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej