W sobotę nastąpił ostatni etap akcji rozpoczętej w nocy z czwartku na piątek przez Piotra Bączka, kierującego Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, i Bartłomieja Misiewicza, dyrektora gabinetu szefa MON Antoniego Macierewicza.

Ponieważ nocny zajazd, którego celem było usunięcie poprzedniego kierownictwa Centrum, udał się tylko częściowo, w sobotę ludzie Macierewicza kontynuowali operację. Jak dowiaduje się "Wyborcza", urzędnicy zburzyli ścianę działową w korytarzu łączącym budynek ośrodka z kompleksem gmachów SKW. A potem komisyjnie zdjęli plomby z drzwi w pokojach personelu Centrum.

Do zamkniętych szaf dostali się, forsując zamki. Sejfy rozpruli. Wszystko robiła komisja Biura Spraw Wewnętrznych SKW, ale na miejscu oprócz Misiewicza i Bączka obecny był też Maciej Lew Mirski, adwokat, w 2007 r. członek komisji Macierewicza ds. weryfikacji WSI, a dziś wiceprezes Polskiego Holdingu Obronnego.
Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej