Noc z czwartku na piątek, godz. 1.30. Pod drzwi tymczasowej siedziby Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO w Warszawie podchodzą szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Piotr Bączek, Bartłomiej Misiewicz, dyrektor gabinetu ministra obrony Antoniego Macierewicza, osoby z nowego kierownictwa SKW. Asystuje im żandarmeria. Używając dorobionego klucza, wchodzą do środka. Oficerowi dyżurnemu Centrum oświadczają, że ma opuścić budynek, i wręczają dokument o przeniesieniu do rezerwy kadrowej. Dyżurny zawiadamia dyrektora Centrum pułkownika Krzysztofa Duszę. - Zjawiłem się natychmiast, ale nie zostałem już wpuszczony do środka, zawiadomiłem więc policję, ale funkcjonariusze po przyjechaniu na miejsce i konsultacjach z przełożonymi powiedzieli, że sprawa przekracza ich kompetencje, i odjechali - relacjonuje "Wyborczej" płk Dusza.

Macierewicz wróci

Rozmawialiśmy z nim ok. 4 rano. W tym czasie ludzi Macierewicza nie było już w budynku. Przed drzwiami stał tylko wartownik z ŻW. - Z tego, co wiem, urzędnicy SKW i MON nakłaniali Żandarmerię, by weszła do pokojów, które zajmował polski i słowacki personel Centrum, ale ponieważ były zaplombowane, żandarmi odmówili - mówi płk Dusza.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej