Najpierw jednak składa zawiadomienie do komendanta stołecznej policji, że ktoś grozi mu śmiercią. Dostaje ochronę na trzy dni. Jest 3 grudnia 2015 r. Dzień, w którym Trybunał ogłasza, że przepis ustawy o TK z czerwca br., który był podstawą wyboru 8 października przez Sejm poprzedniej kadencji dwóch nowych sędziów, jest niekonstytucyjny. W sposób zaś zgodny z konstytucją zaprzysiężono trzech pozostałych sędziów. Po reakcji szefowej kancelarii premiera Beaty Kempy, że wyrok TK nie wejdzie w życie, bo jest nieważny, wybucha skandal.

Prezes Rzepliński "uprzejmie zwraca uwagę" Kempie, że orzeczenia TK są ostateczne, i prosi o niezwłoczne ogłoszenie wyroku w Dzienniku Ustaw. Kancelaria zwleka do dziś.

Kiedy 12 grudnia pod Trybunał w proteście przeciwko działaniom rządu wylega 50 tys. ludzi skrzykniętych przez Komitet Obrony Demokracji, do prezesa TK dzwoni córka Róża Rzeplińska:
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej