Po 1989 roku Bytom znalazł się w trudnej sytuacji. Z powodu rabunkowego wydobycia węgla miasto coraz bardziej niszczało. Upadły kolejne zakłady pracy - pięć kopalń, dwie huty oraz wiele firm z nimi współpracujących. W efekcie tych przemian pracę straciło od 30 do 50 tys. osób!

Jedyną kopalnią w mieście, która wciąż fedruje, jest KWK Bobrek-Centrum (dla Bobrka koncesja pozwala na wydobycie węgla do 2026 roku, a dla Centrum - do 2017 roku). Węgiel jest dzisiaj wybierany spod jednej piątej obszaru miasta, przede wszystkim pod dzielnicami Karb i Miechowice. Nie bez skutków dla tego, co się dzieje na powierzchni. W 2011 r. w Karbie trzeba było wysiedlić kilkaset osób z budynków zniszczonych przez górniczą eksploatację, a nadzorem objęto ponad 650 zagrożonych domów. Na naprawy tylko w 2013 r. Kompania Węglowa przeznaczyła prawie 30 mln zł. W Polskę poszedł obraz Bytomia obracającego się w ruinę.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej