PiS jako pierwsza partia po 1989 r. będzie rządzić samodzielnie. Jednak to nie tylko zasługa dobrej kampanii tej partii i zmęczenia Polaków ośmioma latami rządów koalicji PO-PSL. PiS zyskał także na bratobójczych walkach w obozie antypisowskim. Gdyby PO nie pozwoliła na to, żeby wyrósł jej konkurent w walce o liberalny elektorat w postaci Nowoczesnej Ryszarda Petru i w porę wciągnęła Petru na pokład, to najprawdopodobniej PiS nie uzyskałby samodzielnej większości. W drugiej kadencji PO, jeszcze za czasów Donalda Tuska, Petru był zainteresowany objęciem stanowiska ministra finansów w jego rządzie, ale - chociaż w kancelarii premiera rozważano taki scenariusz - ostatecznie Petru takiej propozycji nie dostał. Według informacji "Wyborczej" zablokował go minister finansów Jacek Rostowski, który miał mu za złe, że atakował Platformę za zmiany w OFE. Później, gdy Petru budował własną inicjatywę, liderzy PO próbowali namawiać go na wspólny start, ale było już za późno. Petru całą swoją kampanię zbudował na krytyce rządów PO. Gdyby tuż przed wyborami przystąpił do Platformy, straciłby wiarygodność.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej