Był to mecz dla ludzi o twardych kościach i żelaznych nerwach. Najpierw piękny strzał z 20 metrów Grzegorza Krychowiaka na 1:0, potem karny i gol dla Irlandii przy złej decyzji tureckiego sędziego, a następnie cud-akcja zakończona szczupakiem i główką Roberta Lewandowskiego, najlepszego strzelca eliminacji mistrzostw Europy. I to wszystko w pierwszej połowie. Gdyby w drugiej przeciwnicy strzelili na 2:2, to oni pojechaliby do Francji.

Ale nie strzelili. Nasi piłkarze właściwie nie mieli alternatywy, bo gdyby na turnieju we Francji nie zagrał Lewandowski, kibice wpadliby w rozpacz.
Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej