JUSTYNA SUCHECKA: Młodym mylą się Michnik i Mazowiecki, Urban i Jaruzelski. Co w szkole poszło nie tak?

JACEK STANISZEWSKI: Nic mnie nie denerwuje tak jak programy typu "Matura to bzdura", w których ktoś łapie ludzi na ulicy i na szybko zadaje im wyrwane z kontekstu pytania. Robienie z edukacji teleturnieju to wielka pomyłka. Lubimy oceniać młodych, łapiąc ich na niewiedzy o, wydawałoby się, podstawowych faktach. Ktoś nie wie, kim był Mazowiecki? Bach! Mamy go! Ale nie próbujemy zrozumieć, skąd ta niewiedza się bierze.

Skąd?

J.S.: Kiedyś prowadziłem lekcję na temat życia codziennego w II RP. Jej elementem była piosenka Eugeniusza Bodo "Umówiłem się z nią na dziewiątą". Coś mnie tknęło i zapytałem: "Ktoś zna ten film, wiecie, kto był na ekranie?". Trzy osoby się zgłosiły, reszta nie wiedziała. Więc zapytałem, kto poda tytuł innego przedwojennego filmu. Zgłosił się dobry, bystry uczeń i mówi: "Miś". Miałem ochotę się zaśmiać. Ale przecież nasza współczesność i to, co nazywamy "historią", dla nich jest czymś zupełnie innym. Im Michnik, Urban, Jaruzelski mylą się tak samo jak Wielopolski i Traugutt. To są nazwiska z przeszłości, których trzeba się nauczyć.
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej