Od 3 sierpnia temperatura maksymalna w prawie całej Polsce przekracza 30 st. C (kilka dni ulgi miała tylko północna Polska, która zresztą doświadczyła chłodniejszego niż zwykle lipca). Odpowiada za to blokada prądu strumieniowego - "rzeki" wiatru, która na wysokości kilkunastu kilometrów wężowym ruchem opływa Arktykę z zachodu na wschód i w normalnej sytuacji co kilka dni zmienia nam pogodę. To dzięki niej można zwykle odetchnąć, bo nawet gdy zdarzy się kilka gorących albo zimnych dni, to zaraz przychodzi miła odmiana.

Jeśli jednak ta "rzeka" zastyga, a jej meandry wydłużają się na północ i południe, pogoda (nie tylko w Polsce, podobnie upalnie jest teraz także w Niemczech) robi się nie do zniesienia - zimą zablokowany prąd strumieniowy ściąga nam fale arktycznych mrozów, a latem tropikalnych upałów.

Od początku sierpnia znajdujemy się pod meandrem prądu strumieniowego, w który z południa napływa rozpalone powietrze zwrotnikowe (jego wpływ odczuła nawet Polska Stacja Polarna w fiordzie Hornsund na południu Spitsbergenu, w której 31 lipca zanotowano rekordowe 15,6 st. C! - to aż o 2,1 st. C więcej niż wynosił poprzedni lipcowy rekord z 2005 r.).
Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej