Rafał Tarnawski jest rzeźbiarzem. Prosi, aby nie podawać jego pseudonimu artystycznego. Jest też "clearem". To znaczy, że w scjentologii osiągnął najwyższy stan duchowy.

Nie wygląda na kapłana jakiegokolwiek Kościoła. Pewny siebie, spogląda zza kwadratowych okularów. Mówi dużo, ale niekoniecznie o tym, co interesuje nas najbardziej. Ma mocny głos, długie włosy, kozią bródkę. Prezentuje się naprawdę nieźle. Gdy zakłada nogę na nogę, blikują wypolerowane sztyblety. Lśnią też: drogi zegarek na nadgarstku i sygnet na przedostatnim palcu lewej ręki. - Czy ten pierścień ma jakiś związek ze scjentologią? - próbujemy sprowadzić rozmowę na interesujący nas temat. Kręci głową: - Nie, to tylko pamiątka rodzinna - i uśmiecha się. Z lekką wyższością. Nic to. Brniemy dalej.

Sekta jako znak towarowy

Jeśli wpiszecie w wyszukiwarkę Google słowo "scjentologia", dowiecie się, że termin ten jest zastrzeżonym znakiem towarowym Religious Technology Center. To ta organizacja udziela licencji na używanie tego terminu i wydawanie dzieł pisarza science fiction L. Rona Hubbarda - ojca założyciela i głównego ideologa scjentologii.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej