Polub nas na Facebooku



Na łódzkich porodówkach zadziałał rynek i jest jak w powtarzanym od lat sloganie, że pieniądz idzie za pacjentem. Idzie, bo porody to tzw. zabiegi nielimitowane. NFZ płaci za wszystkie, bo rodzących nie można przecież ustawić w kolejkach. Na rynek weszły więc prywatne szpitale, które zaproponowały wysoki standard. Pierwsza siedem lat temu była prywatna porodówka - szpital Salve.

- Szybko się okazało, że w Łodzi można rodzić po ludzku - mówi dr Sławomir Sobkiewicz, współwłaściciel szpitala. - Kiedy zaczęliśmy dawać znieczulenie wszystkim proszącym o to pacjentkom, nagle publiczne porodówki zaczęły robić to samo. Przed nami było dostępne dla wybranych osób - mających kontakty lub inne specjalne względy. Ale w momencie, gdy pacjentki zaczęły uciekać do nas, okazało się, że publiczne szpitale są w stanie wprowadzić znieczulenie przy porodzie.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej