W PiS-owski projekt "Pilnuj urny" w Warszawie jest zaangażowanych blisko 2 tys. osób. Działają jako "korpus ochrony wyborów". Doświadczeni partyjni działacze organizują ludzi do komisji wyborczych i na mężów zaufania. A wszystko z powodu podejrzeń o fałszerstwa na masową skalę.

Przed tygodniem w pierwszej turze wyborów prezydenckich ta siatka wolontariuszy dostała dwa zadania: czuwać przy urnach i gromadzić dane z lokali do głosowania. Bo PiS nie tylko pilnował, ale też liczył.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej