Na Piękną przychodzimy o godz. 10, biuro działa od godz. 8. W małym pokoju (20 m kw.), czyli naprędce zorganizowanym biurze pomocy prawnej Andrzeja Dudy, trzech prawników i tłum ludzi czekających na obiecaną przez kandydata na prezydenta pomoc.

PiS postanowił wykorzystać wpadkę Bronisława Komorowskiego. Dwa dni wcześniej w czasie spaceru ulicami Warszawy urzędującego prezydenta młody chłopak zapytał, jak kupić mieszkanie, pracując za 2 tys. zł. - Znaleźć inną, wziąć kredyt, mieć pracę - odpowiedział Komorowski.

- Nie będzie tych Polaków, których sprawy będą odrzucane - zapewniła szefowa sztabu Dudy Beata Szydło, prezentując pomysł powołania biura.

Ludzie nawet nie chcą słyszeć, że obsłuży ich ktoś inny niż Wojciechowski

Ludzie, którzy pierwszego dnia zgłosili się po pomoc obiecaną przez Andrzeja Dudę, to zazwyczaj stare, schorowane osoby, na twarzach których maluje się bezradność. Część z nich przyjechała z daleka. Są z Węgrowa, Zakroczymia, Hrubieszowa . - Będę czekać do końca! - mówi kobieta podpierająca się laską, choć jest już jasne, że dziś nie zostanie przyjęta.
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej