Przebywający za granicą po raz pierwszy mogą głosować na prezydenta korespondencyjnie. Komentatorzy liczyli, że skłoni to do udziału w wyborach tych, którzy obawiali się kolejek w konsulacie i innych lokalach wyborczych. W Londynie podczas wyborów parlamentarnych w 2007 r. niektórzy czekali nawet kilka godzin. Jednak, jak wynika z danych przesłanych nam przez MSZ, po pakiety do głosowania pocztą zgłosiło się w Wielkiej Brytanii zaledwie 14 346 osób. Termin minął 27 kwietnia.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej