Gdynia, baza okrętów podwodnych. Wchodzę na "Sępa", który ma prawie pół wieku. Jest jeszcze "Bielik", "Kondor", "Sokół" i "Orzeł". Ten ostatni zbudowano w ZSRR, a pozostałe w RFN. Wszystkie z myślą o wojnie Wschodu z Zachodem na Bałtyku.

- Kiedy 13 lat temu kupowaliśmy od Norwegów niemieckie Kobbeny, pływały już ponad trzy dekady - mówi dowódca "Sępa" komandor ppor. Tomasz Witkiewicz. - Jeden był de facto magazynem części zamiennych.

Atmosfera na okrętach jest raczej kiepska. Kobbeny powinny zostać wycofane z eksploatacji w 2016 r. Załogi nie wiedzą, co się z nimi stanie. Największym problemem jest brak części zamiennych. Norwegowie przekazali wszystkie, jakie posiadali. Nikt na świecie takich nie ma, nie można ich nigdzie kupić, a części dorabiane są kiepskiej jakości. W przypadku okrętu podwodnego jest to raczej niedopuszczalne.

W 2006 r. zapadła polityczna decyzja o zakupie nowych okrętów. Z różnych powodów nie wdrożono jej w życie. Ze względu na to, co się dzieje na Wschodzie, nagle sprawa przyspieszyła i trwają przygotowania do ogłoszenia przetargu.
Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej