Odczytane na nowo nagrania rozmów w kokpicie prezydenckiego Tu-154 M to materiał przełomowy. By zrozumieć jego wartość, trzeba wyjaśnić, skąd się wzięły nowe stenogramy. I dlaczego stanowią one kłopot nie tylko dla wyznawców zamachu w Smoleńsku, ale również dla prokuratury, biegłych oraz wojska.

Zapisy rozmów z kokpitu znane są od czerwca 2010 r. Decyzja o ich ujawnieniu zapadła na poziomie polskiego rządu. Nie miała precedensu. Nagrań czarnych skrzynek nie podaje się do wiadomości publicznej.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej