Rozmowy z Marcinem K. można posłuchać na portalu Radia TOK FM.

Marcin K. przyznaje, że w stosunku do zawierania ugody miał "ambiwalentne uczucia". Żałował, że nie będzie wyroku, ale cieszył się, że sprawa się kończy.

- Dzisiaj teza o jakimkolwiek braku odpowiedzialności Kościoła za swoich podwładnych księży jest nie do podtrzymania w świetle prawa. Każdy ksiądz jest inkardynowany przez biskupa do diecezji, on temu biskupowi przysięga posłuszeństwo - mówi Marcin K. Na sugestię, że może lepiej byłoby doprowadzić sprawę do końca, do wyroku, Marcina K. odpowiada, że ten proces jest jego osobistą sprawą.

- Uważam, że stało się dobrze. Na pewno będą też inni, inne ofiary, które wystąpią z roszczeniami wobec diecezji. Zresztą już są, np. w Lublinie - mówi.

Marcin K. przypomina również, że jego oprawca, ks. Zbigniew R., w marcu wyszedł z więzienia zwolniony za dobre sprawowanie. Przesiedział niespełna 1,5 roku.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej