Złoty medal przypadł Norwegom, a srebrny - Austriakom. Zawiedzeni są Niemcy, którzy w tym roku zdominowali konkursy drużynowe, ale w Szwecji zajęli dopiero piąte miejsce, za Japończykami.

O sukcesie Polaków zadecydowała druga seria konkursu drużynowego. Żyła skoczył 123, Ziobro - 125,5, Murańka - 128, a Stoch - 126 m. Gdyby wylądował o trzy metry dalej, byłoby nawet srebro.

Po pierwszej serii biało-czerwoni zajmowali czwarte miejsce - za Norwegami, Japończykami i Austriakami. Najdalej skoczył Stoch -129,5 m. Żyła wylądował na 123 m, Murańka - na 120,5 m, a Ziobro - na 116 m. Stoch w nieoficjalnej klasyfikacji indywidualnej zajął trzecią pozycję - za Austriakiem Stefanem Kraftem i Norwegiem Andersem Bardalem.

- Ten brąz jest cenniejszy niż ten sprzed dwóch lat w Val di Fiemme - podkreślał Kruczek. - Bo zawsze łatwiej coś osiągnąć, niż utrzymać. To samo mówił Stoch, tym bardziej że po raz pierwszy na wielkiej imprezie znalazł się w tak trudnej sytuacji. Zawsze jako lider drużyny musiał ciągnąć ją za uszy. Teraz nie jest w życiowej dyspozycji, gdyby koledzy nie skakali świetnie, sam nie dałby rady. Dlatego ten medal rozkłada się po równo na całą czwórkę.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej