- Bierzemy świetlówkę i idziemy z nią pod linię wysokiego napięcia. Będzie świecić, w zależności od jej ustawienia, mocniej lub słabiej - zapewnia Jan Stefan Bihałowicz, student fizyki z Uniwersytetu Warszawskiego. Na zdjęciach z czerwonymi świetlówkami w dłoniach on i jego koledzy wyglądają jak bohaterowie z "Gwiezdnych wojen". - Żeby ten eksperyment przeprowadzić w lutym, w największym śniegu, musieliśmy ciągle ogrzewać świetlówki - wspomina.

Zadanie ze świetlówkami było jednym z siedemnastu, które musieli rozwiązać jako uczestnicy 5.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej