Dorota Karaś: Ewa Kopacz jest choleryczką?

Katarzyna Kopacz-Petranyuk: Choleryczka to za mocno powiedziane. Jest konkretną osobą. Tak jak każdy, gdy coś nie idzie po jej myśli, denerwuje się. Jest na pewno stanowcza, a momentami wręcz kategoryczna.

Podobno obie macie mocny, przebojowy charakter, jesteście uparte.

- A wyobraża sobie pani premiera z innymi cechami charakteru? Bo ja nie.

Coś się zmieniło w pani życiu, kiedy Ewa Kopacz została premierem?

- Poza tym, że widzę mamę dużo rzadziej, nic się nie zmieniło.

Denerwowała się pani podczas exposé w Sejmie?

- Pewnie. Trzymałam mocno za mamę kciuki. Nie tylko ja, bo w sejmie był ze mną mąż, ciocia i wujek oraz zaprzyjaźniona pani profesor ze studiów.

Przed exposé Ewa Kopacz znikła z życia publicznego. Jak przygotowywała się do wystąpienia?

- Nie widziałyśmy się w tym czasie. Ja byłam na urlopie z rodziną w Kanadzie, do Warszawy przyjechaliśmy dopiero noc przed exposé. Wcześniej nie miałyśmy nawet kiedy porozmawiać przez telefon. Jesteśmy z mamą bardzo zżyte. Chciałabym, żebyśmy miały więcej czasu dla siebie, ale zależy mi też, żeby ona była spełniona i szczęśliwa.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej