Kostrzewski od lat należał do najbliższego grona prezesa PiS. Finansami partii zajmuje się od 2000 r. z trzyletnią przerwą w latach 2005-08, gdy został wiceprezesem Banku Ochrony Środowiska. Ponownie skarbnikiem został w 2009 r. - Rano długo rozmawiał z prezesem, potem na posiedzeniu komitetu politycznego, którego jest członkiem, już go nie było - opowiada osoba znająca kulisy odejścia.

To prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział współpracownikom, że rozstał się ze skarbnikiem "w miłej atmosferze", że Kostrzewski odchodzi na emeryturę, ma trzymiesięczne wypowiedzenie. Kaczyński zaproponował, by zastąpiła go wiceprezes PiS Beata Szydło, którą musi zatwierdzić rada polityczna zwołana na 13 września w Warszawie - opowiada nasz rozmówca.

"W emeryturę nikt nie wierzy"

Rozstanie z Kostrzewskim dziwi tym bardziej, że skarbnik odchodzi w gorącym okresie, w trakcie kampanii samorządowej, a przed dwiema kolejnymi - przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi. - Albo Staszek na coś się nie zgodził, albo tak wkurzył prezesa, że powiedzieli sobie "dość". W emeryturę nikt nie wierzy - mówią w PiS.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej