Odwołany z funkcji dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie ginekolog udzielił wywiadu tygodnikowi "Do Rzeczy". Utrata stanowiska to efekt odmowy wykonania legalnej aborcji kobiecie, której dziecko urodziło się z tak dużymi wadami, że zaraz potem zmarło. Lekarz nie wskazał też pacjentce innej placówki, w której mogłaby się poddać zabiegowi, do czego zobowiązuje go prawo.

W rozmowie z Tomaszem Terlikowskim przyznaje, że w przeszłości wykonywał aborcje. Ile? - Może 500 - wspomina.

Pytany, czy nigdy nie miał wątpliwości, odpowiada: - Czasem przychodziły, ale proszę pamiętać - chociaż proszę nie traktować tego jako usprawiedliwienia - że to były inne czasy. Większość lekarzy nie miała wówczas wątpliwości. Oczy mnie i wielu innym lekarzom otworzyła dyskusja na temat ustawy o aborcji, która odbyła się przed 1993 r. Ale swoją rolę w przemianie lekarza odegrał też Jan Paweł II.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej