Paweł Kośmiński: Janusz Korwin-Mikke posunął się już tak daleko, że spoliczkował Michała Boniego. Pomimo tego z ostatniego sondażu Millward Brown wynika, że wciąż zyskuje poparcie. Jak to możliwe?

Dr hab. Rafał Chwedoruk, politolog: Nie pomimo, ale właśnie dlatego. Wyborcami Janusza Korwin-Mikkego w sposób ponadstandardowo częsty są reprezentanci najmłodszego pokolenia, przedstawiciele generacji urodzonej po 1989 r. To osoby wychowane w etosie skrajnego indywidualizmu, w przeświadczeniu, że świat, który ich otacza, jest dżunglą. A tam okazywanie empatii to forma samobójstwa. W dżungli należy po prostu przetrwać.

Jeśli ktoś sobie nie poradził i został spoliczkowany - czy to dosłownie przez Korwin-Mikkego czy przez życie, bo np. jest bezrobotny albo chory i nie stać go na leczenie - to jego problem. W dżungli prawa dla wszystkich są jednakowe.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej