O gigantycznej skali Przystanku Woodstock mówią już liczby. Dekadę temu festiwal ze sceną i polem namiotowym zajmował 50 hektarów. Teraz w Kostrzynie nad Odrą rozpościera się na ponad 200 ha woodstockowej przestrzeni: to prawie dwa razy tyle, co słynny Woodstock z 1969 r. w Bethel pod Nowym Jorkiem. Polski Woodstock ma też większą widownię niż amerykański. Od ponad 10 lat co roku stawiało się w Żarach i Kostrzynie nawet po pół miliona ludzi. Rekord padł w 2011 r., gdy przyjechało 700 tysięcy.

Policja ogłasza po każdym z festiwali, że było bezpiecznie. Pamiętam, jak na Woodstock do Żar przyjechał Peter Raisch z Krajowego Urzędu Kryminalnego z Drezna, fachowiec od zabezpieczeń imprez masowych. Mógł być dla Polaków profesorem, a wyznał z podziwem: - Teren jest znakomicie przygotowany na bezpieczny pobyt kilkuset tysięcy ludzi. Nawet w Niemczech trudno o taki profesjonalizm.
Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej