Program gromadzenia i analizy DNA przez wojsko zakwestionowała miesiąc temu Agencja Oceny Technologii Medycznych. Uznała, że nie ma wartości ani naukowej, ani medycznej, a w dodatku prowadzony jest bez podstawy prawnej - na podstawie rozporządzenia, a nie ustawy. I de facto pod przymusem, bo trudno mówić o dobrowolności, gdy jest to w praktyce polecenie służbowe (MON podkreśla, że każdy badany podpisuje zgodę). Stwierdziła też, że przekazywanie tych danych prokuraturze do celów kryminalnych jest łamaniem praw człowieka. Podejrzenie bezprawności pobierania i przechowywania danych o DNA wyraził też generalny inspektor ochrony danych osobowych Wojciech Wiewiórowski.

Gdy opisaliśmy tę sprawę ("Wyborcza" z 30 czerwca), doradca ministra obrony prof. Bogusław Pacek poinformował, że MON program zawiesza. Jednak "Wyborczą" MON informował wcześniej, że zawiesi naukową część programu, nadal jednak będzie pobierał DNA do celów identyfikacji poległych żołnierzy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej