Wosztyl na antenie TVN 24 opowiadał, jak w chwili katastrofy przebywał na lotnisku po wyjściu wraz z załogą z jaka. - Słyszałem jednostajną pracę silników, potem ten hałas silników zaczął narastać. To był moment, kiedy załoga chciała odejść. Potem były trzaski, huki, dudnięcia, one były od siebie odseparowane, później zaczęły się nakładać na siebie. Na koniec doszły dźwięki niszczonej konstrukcji i detonacja - mówił. Wszystko to trwało kilkanaście sekund.

Dodał, że fala uderzeniowa była odczuwalna, mimo że załoga była oddalona od miejsca katastrofy kilkaset metrów. - To był dźwięk o bardzo wysokim natężeniu, czuło się wibracje - tłumaczył. To był dźwięk przypominający eksplozję czy uderzenie o ziemię? - dopytywał prowadzący rozmowę Bogdan Rymanowski. - Nigdy wcześniej czegoś takiego nie słyszałem. Gdy później próbowałem to zanalizować, to były to dźwięki przypominające rozciąganie metali - odpowiedział Wosztyl.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej