Pod patronatem Ministerstwa Nauki projekt przygotował zespół lekarzy, biologów, prawników, etyków i laborantów; z udziałem Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Nie wiadomo, jaki będzie jego los, bo zawisł między ministerstwami Nauki a Zdrowia i nikt się nie pali, by przejąć za niego odpowiedzialność.

Testy genetyczne reguluje Europejska Konwencja Bioetyczna, ale Polska do niej nie przystąpiła. Mamy więc próżnię prawną, którą wykorzystują komercyjne laboratoria. "To zagraża tak zdrowiu, jak i godności jednostki" - piszą członkowie zespołu w raporcie ze swoich prac.

Projekt godzi w interes setek prywatnych laboratoriów, które dziś zarabiają na anonimowych testach. A także w interes ubezpieczycieli czy banków. Testy pozwalają dziś na niekontrolowane zdobywanie informacji o naszym zdrowiu i dziedzictwie genetycznym; a przy okazji naszych krewnych. Nie wiadomo, co się dzieje z wynikami - kto ma do nich dostęp. A przecież firmy ubezpieczeniowe nierzadko należą do konsorcjum, które ma też sieć przychodni zdrowia i laboratoriów. Z tymi zaś współpracują pracodawcy, wykupując dla pracowników pakiety świadczeń medycznych.
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej