A w dniu jej telewizyjnego debiutu przekonywał, że to "wyjątkowy dzień dla polskiej demokracji": - Musi być w końcu jakaś konkurencja dla tej wielkiej manipulacji, która jest dokonywana przez inne stacje.

Telewizja Republika w internecie zaczęła nadawanie 10 kwietnia, ale oficjalnie w telewizorach zaczęła pojawiać się od 6 maja. Po tych pierwszych tygodniach trudno na razie uznać ją za poważną konkurencję dla takich stacji, jak: TVN 24, Polsat News czy TVP Info. Ramówka złożona w skrócie z pasma porannego (np. przegląd prasy, rozmowy z komentatorami) i popołudniowo-wieczornego (m.in. z głównym serwisem informacyjnym i publicystycznymi podsumowania dnia).

Od "Do Rzeczy" po "Gazetę Polską"

Poranek jest luźniejszy, prowadzący chętnie dowcipkują. Ale na swoim punkcie są wrażliwi. W jednym z programów prowadzący Piotr Gociek z gościem i redaktorem naczelnym tej stacji Bronisławem Wildsteinem strofują dziennikarza "Newsweeka", który pisał, że w Republice występują z reguły koledzy redakcyjni. Chociaż Gociek i Wildstein pracują razem również w tygodniku "Do Rzeczy", to się z tą opinią nie zgadzają. - To jest człowiek Tomasza Lisa. On puścił swoich gończych, którzy mają zohydzić TV Republikę - tłumaczył widzom Wildstein. Prowadzący poranne studio przekonywał, że tylko Wildstein jest "kolegą redakcyjnym", a kolejnych pięciu gości już nie. Na antenie powiedział, że zaprasza autora tekstu w "Newsweeku" Rafała Kalukina do studia, aby sam przekonał się o "pluralizmie" Republiki. Do Kalukina zaproszenie jednak w żadnej formie nie dotarło.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej