W Słowacji marihuanę można palić legalnie, o ile nie robi się tego w ogromnych ilościach: kara grozi jedynie posiadaczom dziesięciu i więcej skrętów. Takie przewinienie może być ukarane nawet trzema latami więzienia. Część tej kary można odbyć w ośrodku leczącym uzależnienia. Nowe słowackie przepisy są natomiast bezwzględne dla dilerów - grozi im nawet 12 lat więzienia. Liberalizacji prawa sprzeciwiały się ostro m.in. Kościół katolicki, Ruch Chrześcijańsko-Demokratyczny, a także Słowacka Partia Narodowa.

Wojna o złagodzenie przepisów zaczęła się w ubiegłym roku, od wpisu premiera Roberta Ficy na blogu.

"Wyobraźcie sobie konsekwencje, jakie może mieć choćby półroczny pobyt w więzieniu z powodu kilku skrętów z marihuany w kieszeni. Takie obciążenie będzie towarzyszyć przez całe życie - pisał Fico. - Młodzi ludzie, sięgając po kolejnego jointa, nie zawracają sobie głowy karami. Mają gdzieś kodeks karny i kurzą".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej