Odszkodowania wypłacane w imieniu nieubezpieczonych i niezidentyfikowanych kierowców przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny wzrosły w ubiegłym roku o 20 proc. - do prawie 70 mln zł. Z jednej strony mamy plagę jeżdżących bez obowiązkowego ubezpieczenia OC, z drugiej - rosną roszczenia poszkodowanych.

Młody kierowca zabrał ojcu samochód. Zjechał na przeciwległy pas i uderzył w auto, którego pasażerowie odnieśli duże obrażenia. Przyznane im renty - 250 tys. zł - wypłacił Fundusz, bo okazało się, że właściciel samochodu nie miał obowiązkowej polisy od odpowiedzialności cywilnej. Teraz Fundusz wystąpił do sprawcy o zwrot kwoty odszkodowania. Szanse na wyegzekwowanie - marne.



Inny przykład: nieletni pijany motocyklista uderzył w rowerzystkę. Zginęła na miejscu i osierociła kilkoro dzieci. Teraz sprawca ma oddać Funduszowi 500 tys. zł, by pokryć koszty zadośćuczynienia sierotom. Również w tym przypadku trudno liczyć, że zdobędzie tak dużą kwotę.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej