Staś Fryczkowski odebrał sobie życie tuż przed kolacją wigilijną. Jego matka twierdzi, że ona sama i jej mąż mieli dobry kontakt z synem i spędzali razem wiele czasu. - Ale i tak wiedzieliśmy o nim tyle, ile sam zechciał nam powiedzieć - mówi.

Apeluje o ograniczone zaufanie wobec dzieci i poddawanie ich testom na obecność narkotyków. Taką kontrolę uczniów próbuje wprowadzić coraz więcej szkół, jednak wielu rodziców nie wyraża na nią zgody.

Tak było m.in. w Lubomi koło Raciborza, gdzie narkotesty dla gminnych szkół chciał kupić Roman Bizoń, były nauczyciel i przewodniczący rady gminy. Przeczytał wyniki badań doktoranta z Politechniki Opolskiej, z których wynikało, że co piąty szóstoklasista i gimnazjalista miał kontakt z narkotykami lub z osobami, które je sprzedają, także na terenie szkoły.

- Nie wierzę, żeby moja córka ćpała. Gdyby ktoś rzucił na nią fałszywe oskarżenie i skontrolował, czułaby się fatalnie. To, co się dzieje ostatnio w szkołach, to paranoja. Najpierw kamery, mundurki, a teraz narkotesty. Traktuje się młodzież jak potencjalnych bandytów - mówiła "Gazecie" oburzona matka jednej z gimnazjalistek Zespołu Szkół Ogólnokształcących.
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej