Aleksandra Szyłło: 16-letni Staś popełnił w Wigilię samobójstwo. Jego rodzice mówią, że byli normalną rodziną, rozmawiali z synem o wszystkim, ale nie mieli pojęcia, że syn pali marihuanę.

Łukasz Ługowski, dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii "Kąt": Po pierwsze, nie zrzucajmy winy na marihuanę. Jeśli z powodu tragedii Stasia i jego rodziny znów zaczniemy w Polsce wojnę z narkotykami opartą na restrykcjach i karaniu, to przegraliśmy. Czytam o Stasiu w mediach i niepokoi mnie wiele wątków: chłopiec mieszał różne substancje psychoaktywne, w tym leki psychotropowe, a jego rodzice nic o tym nie wiedzieli, pomimo że - jak twierdzą - "rozmawiali z synem na wszystkie tematy i nie było tabu". Nie mogę oceniać tej rodziny, bo jej nie znam, ale mam ponaddwudziestoletnie doświadczenie w pracy z młodzieżą. Mogę powiedzieć, że marihuana, jeśli w ogóle miała jakiś wpływ na to, co się wydarzyło, to jedynie poboczny. Twierdzę, że rodzice i opiekunowie nie powinni skupiać się na walce z marihuaną, nawet jeśli dziecko pali, tylko na rozwiązywaniu ewentualnych problemów emocjonalnych dziecka, na walce z jego "dołem".
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej