Jeszcze kilka lat temu głównym miejscem dystrybucji narkotyków wśród młodzieży były szkoły. Nastoletni handlarze wnosili w plecakach wszystkie dostępne na rynku środki odurzające i sprzedawali je kolegom. Nauczyciele udawali, że nic nie widzą, bo bali się, że ujawnienie tego faktu zniszczy reputację placówki. Teraz to się zmieniło.

- W wielu szkołach zainstalowano kamery i zatrudniono ochroniarzy, więc dilerom coraz trudniej wejść do środka - mówi nadkomisarz Michał Gruszczyński z wydziału prewencji Komendy Miejskiej w Katowicach. Zmieniło się też nastawienie nauczycieli, którzy teraz reagują na najdrobniejszy nawet sygnał, że uczniowie zażywają narkotyki. - To także efekt szkoleń, które prowadzimy wśród nauczycieli i rodziców, opowiadamy, jakie są objawy zażywania poszczególnych środków odurzających - dodaje Gruszczyński.

Zdaniem policji nie ograniczyło to jednak dostępu młodzieży do narkotyków. Marihuanę czy amfetaminę można kupić niemal w każdej dyskotece czy młodzieżowym klubie. W dużych miastach numery komórkowe lub adresy mailowe handlarzy (maile odbierają online, na smartfonach) są szeroko znane nastolatkom.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej