Jeszcze kilka lat temu głównym miejscem dystrybucji narkotyków wśród młodzieży były szkoły. Nastoletni handlarze wnosili w plecakach wszystkie dostępne na rynku środki odurzające i sprzedawali je kolegom. Nauczyciele udawali, że nic nie widzą, bo bali się, że ujawnienie tego faktu zniszczy reputację placówki. Teraz to się zmieniło.

- W wielu szkołach zainstalowano kamery i zatrudniono ochroniarzy, więc dilerom coraz trudniej wejść do środka - mówi nadkomisarz Michał Gruszczyński z wydziału prewencji Komendy Miejskiej w Katowicach.
Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej