- Moi znajomi sprzedali samochód, zaciągnęli kredyt, żeby zebrać na in vitro. Zobaczyłem, że potrzeba posiadania dziecka, gdy nie można go mieć w sposób naturalny, to prawdziwy problem, a nie fanaberia. Zacząłem zastanawiać się, jak może pomóc samorząd - opowiada Matyjaszczyk. Dofinansowując in vitro, chciał przekonać ludzi, że warto żyć w Częstochowie.

Decyzja ta zmobilizowała premiera Donalda Tuska, który od pięciu lat nie mógł rozstrzygnąć problemu in vitro we własnej partii.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej