Aleksandra Szyłło: Paraolimpiada w osobach niepełnosprawnych, które śledzą igrzyska w mediach rozbudziła zapewne marzenia: o aktywności, sportowej rywalizacji, przyjaciołach z drużyny. Mają szanse takie marzenia w Polsce spełniać?

Arkadiusz Jabłoński: Jeśli mieszkają w Warszawie, lub jednym z innych trzech największych polskich miast, ich szanse zdecydowanie rosną. W Warszawie na wózku wciąż w wiele miejsc się nie dostaniesz, ale jednak następuje poprawa: są integracyjne kluby sportowe i co - nie mniej ważne - jest coraz więcej autobusów niskopodłogowych, żeby do takiego klubu móc się dostać. W małych miasteczkach i wsiach niepełnosprawny zazwyczaj nie ma gdzie trenować, a na dojazd do większego miasta niestety często go nie stać. PKS-y czy koleje podmiejskie zazwyczaj są niedostępne dla osoby na wózku. Na własny samochód i jeszcze benzynę stać mało kogo. Zwłaszcza, że na prowincji niepełnosprawni też rzadziej pracują, a bywa, że w ogóle uwięzieni są w domu: bo np. błotnista droga pod domem, albo schody w ogóle uniemożliwiają samodzielne wyjście.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej