Jerzy S. Majewski: 1 sierpnia zaapelował pan o godne zachowanie podczas uroczystości pod pomnikiem Gloria Victis na cmentarzu powązkowskim. By nie buczeć, nie wyzywać przeciwników politycznych. Nie poskutkowało.

Gen. Zbigniew Ścibor Rylski: Trochę tak. Na cmentarzu nie było aż takich gwizdów jak w latach wcześniejszych. Nasiliły się dopiero po uroczystości. W każdym razie spod pomnika Gloria Victis nie było ich tak bardzo słychać.

Gdy kilka godzin później uroczystości na kopcu Powstania Warszawskiego zakłóciły gwizdy, wyzwiska i skandowanie ''Precz z komuną", ''Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę" - wezwał pan krzyczących do przeprosin.

- Na kopcu przeżyłem dramatyczne chwile. Widząc młodych ludzi, myślałem, że przyszli oddać hołd tym, co ginęli. Tymczasem gwizdali i krzyczeli w chwili, gdy składane były wieńce. Musimy reagować na takie wystąpienia młodzieży. Oni nie są źli. Są źle poinformowani. Są młodzi. Nie robią tego z własnej woli. Ktoś nimi steruje. Potem, już po uroczystości, przyszli do mnie przedstawiciele tej młodzieży i przepraszali. Uściskałem ich, bo wiem, że przyszli z pobudek patriotycznych. Gdy zaś schodziłem z kopca, podchodzili do mnie ludzie. Wręczali kwiaty. Dziękowali za moje słowa. Może to ci sami, którzy kilka chwil wcześniej buczeli? Z jednej strony społeczeństwo ma potrzebę uhonorowania tych, co polegli za wolność ojczyzny. Z drugiej strony ci sami gwiżdżą, krzyczą.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej