Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



- Pewnego dnia przyszedł asesor i zaczął szukać u mnie wartościowych rzeczy, które można sprzedać. Ja praktycznie nic nie mam, bo cały dom zapisany jest na męża - opowiada dłużniczka, której za niezapłacone mandaty i niespłacone pożyczki uzbierało się kilka tysięcy złotych długu. - Do telewizora i DVD się przyznałam, a wtedy on pyta: "A ten pies to czyj?". Na to ja głupia mówię, że w papierach jest na mnie, choć faktycznie to córka go dostała od rodziny.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej