Niektóre firmy farmaceutyczne już na początku stycznia wysłały do szpitali listy leków, których nie będą im już sprzedawać, bo nie zamierzają obniżać ich ceny. Chodziło m.in. o krótkodziałające analogi insulin, niektóre leki na nadciśnienie, maści na opatrunki oraz heparyny zapobiegające zakrzepom i podawane wszystkim chorym przed operacjami i po nich. W sumie ze szpitalnych receptariuszy liczących na ogół 600-700 leków miało zniknąć prawie sto.

Problem powstał, bo ustawa refundacyjna wprowadziła tzw. grupy limitowe.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej