To był proces o jedno zdanie, cytat z opinii, komentarza prawnika Agory: ''Stanowisko strony pozwanej odwołujące się do rodzin tych osób pobrzmiewa antysemityzmem i kliszą żydokomuny''. Rzucone zostało do dziennikarza w drzwiach sali sądowej dopiero co odblokowanej spod naporu tłumu ryczącego: ''Koniec Szechtera! Koniec Michnika!''. Tak zachowywała się publika Rymkiewicza - zwolennicy jego wierszowanej publicystyki - zwołana na proces 17 marca 2011 r.

Na sali mec. Sawicki w imieniu poety, by dowieść, że Rymkiewicz słusznie wylewa pomyje na redaktorów ''Gazety Wyborczej'' (na łamach ''Gazety Polskiej'' zarzucił, że są ''duchowymi spadkobiercami KPP'', ''wychowano ich w nienawiści do krzyża'') żąda przesłuchania dwóch z żydowskimi korzeniami. Przywołuje życiorysy ich przodków, a na świadków wzywa ekspertów od grzebania się w życiorysach. Rymkiewicz przegrywa proces, a jego adwokat atakuje Agorę za relację z sali i powyższy cytat.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej