Na stadionie Lecha trybuna z kibolami siedziała cicho już pod koniec poprzedniego sezonu. W tym też jest cicho, choć piłkarze odruchowo dziękują po meczu właśnie tej stronie stadionu. Doping ratują kibice z innych trybun. A w klubie mówią krótko: to jakiś klincz.

Za "Litara"

Najpierw poszło o kibola pseudonim "Litar". To Krzysztof M., szef stowarzyszenia Wiara Lecha, który jesienią 2010 r. przed meczem reprezentacji na poznańskim stadionie zaatakował rodzinę z dziećmi. Za to, że byli ubrani na biało-czerwono.
Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej