Prace nad projektem ustawy o cięciu składki do OFE szły w ekspresowym tempie. W marcu Sejm potrzebował zaledwie tygodnia na jej przegłosowanie. Równie szybko ustawa została poparta przez Senat. Składka przekazywana do OFE została od maja obniżona z obecnych 7,3 do 2,3 proc. Pozostałe 5 proc. jest zapisywane na koncie w
ZUS i finansuje bieżące emerytury. Dzięki temu państwo nie będzie musiało pożyczać w tym roku prawie 10 mld zł. A do 2020 r. - nawet ponad 190 mld zł.
Rządowy projekt wywołał sprzeciw. Podważano jego konstytucyjność.
PiS,
SLD, PJN oraz partnerzy społeczni zapowiadali skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.
Oburzenie wzrosło, kiedy prezydent nie chciał pokazać ekspertyz, na podstawie których uznał, że projekt jest zgodny z konstytucją. Prezydencka minister Irena Wóycicka twierdziła, że ekspertyz nie udostępni, bo"nie ma takiej praktyki". Doradca prezydenta Jerzy Osiatyński mówił, że "jest coś niestosownego w żądaniu ujawniania".
Oprócz Mikołaja Barczentewicza o upublicznienie ekspertyz wystąpił wtedy również b. prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień, który podważał konstytucyjność ustawy. Także b. premier i marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz, b. wicepremierzy Leszek Balcerowicz i Janusz Steinhoff, dwukrotny minister Tadeusz Syryjczyk apelowali do prezydenta.
Twierdzili, że nieujawnianie ekspertyz, które mają być podstawą decyzji prezydenta, przeczy zasadzie przejrzystości i uczciwości debaty publicznej. - Ujawnianie ekspertyz jest normą. Dlaczego prezydent miałby ich nie ujawniać przy tak ważnej ustawie? - pytał Balcerowicz. Apelował też do prezydenta o odesłanie przepisów o OFE do Trybunału Konstytucyjnego. - To jest tak zła ustawa, że powinna zostać zawetowana. To jest deptanie ducha praworządności według zasady: kto ma większość, ten ma rację - mówił Balcerowicz.
Ze strony fundacji FOR to Mikołaj Barczentewicz składał wniosek o udostępnienie ekspertyz. Teraz więc on składa skargę do sądu. - Prezydent uznał, że te opinie nie są informacją publiczną, więc jest to jedyna droga. Prof. Balcerowicz podchodzi do inicjatywy z wielkim entuzjazmem - mówi "Gazecie" Barczentewicz. - Prezydent oczekuje, że będziemy wierzyć mu na słowo. Jeśli demokracja opiera się na patrzeniu władzy na ręce, to jak nazwać chowanie przez władzę rąk pod stół - dodaje. Barczentewicz ma również poparcie Jerzego Stępnia. - Całym sercem popieram skargę tego młodego prawnika - powiedział "Gazecie" Jerzy Stępień.
• pełna wersja uzasadnienia skargi Mikołaja Barczentewicza: www.wyborcza.biz