http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pisarze mają głos

Beata Kęczkowska
2011-06-25, ostatnia aktualizacja 2011-06-24 22:02

Anna Świrszczyńska szeleściła kartkami. Ryszard Kapuściński kilka razy prosił o przerwę. Adolf Rudnicki pozwolił na sfilmowanie swojego mieszkania, choć wcześniej deklarował, że nie lubi kamery. Jerzy Pilch zapytał, ile ma czasu, i wypełnił go co do minuty. Jan Himilsbach bardzo się pilnował, aby nie przeklinać

Maria Dorota Pieńkowska, szefowa działu fonicznego w Muzeum Literatury, w pokoju nagrań
fot. BARTOSZ BOBKOWSKI /AGENCJA GAZETA
Maria Dorota Pieńkowska, szefowa działu fonicznego w Muzeum Literatury, w...
ZOBACZ TAKŻE
Muzeum Literatury, Rynek Starego Miasta. Zieloną kanapę w niewielkim pokoju na ostatnim piętrze znają niemal wszyscy pisarze i poeci. Zwłaszcza ci warszawscy. Nazywają to miejsce pokojem zwierzeń, gabinetem psychoterapeutycznym. Przychodzą tu na sesje. Niektórzy nawet kilkakrotnie. Wita ich Maria Dorota Pieńkowska, starszy kustosz muzeum, szefowa działu fonicznego. - W końcu lat 70. powstał pomysł stworzenia pracowni, w której będą dokonywane nagrania specjalnie dla Muzeum Literatury - opowiada. - Zaczynaliśmy od najstarszych pisarzy, staraliśmy się zdążyć przed Panem Bogiem. Po pewnym czasie po mieście zaczęła krążyć fama, że nagranie w muzeum to ostatnie namaszczenie. Gdy prosiłam o spotkanie osoby 50-letnie, padało pełne niepokoju pytanie: "To ja już też? To już na mnie czas?". W związku z tym stworzyliśmy zasadę, że zapraszamy po dziesięciu latach ponownie i tym samym gwarantujemy długowieczność.

Ostrożnie z życiem prywatnym

Zaczęło się od Zofii Nałkowskiej, która w zapisie z 1954 r. mówiła o "potrzebie utrwalania ludzkiego głosu w jego żywych drgnieniach". Nagranie to znalazło się w zbiorach muzeum jako jedno z pierwszych, obok wypowiedzi Stefana Żeromskiego i Marii Dąbrowskiej. Muzeum pozyskiwało głosy sławnych Polaków rejestrowane w czasie publicznych wystąpień albo z nagrań dla innych instytucji.

- Chcieliśmy mieć je w naszych zbiorach, choć nie są nasze własne, a te najbardziej cenimy, bo są unikatowe. Poza tym uzyskujemy większy poziom szczerości dzięki temu, że to nagranie nie jest wykorzystywane ad hoc. Niektórzy mówią, że taka spowiedź potrzebna jest człowiekowi od czasu do czasu. Że to miłe miejsce, że ma w sobie duszę, która przyciąga i otwiera - wyjaśnia Maria Dorota Pieńkowska.

Zapisy rozmów nie są przeznaczone do publikacji. Powstają "dla potomności". Nagrań nigdy nie udostępnia się za życia pisarza bez jego zgody i wiedzy. Kustosz Pieńkowska: - Po najdłuższym życiu pisarza nagranie przechodzi na naszą własność. Ale i wtedy zachowujemy ostrożność. Bywają rozmowy o mocno prywatnym charakterze, sytuacjach trudnych. Zawsze, nim wyrazimy zgodę na udostępnienie nagrania, mamy na względzie to, aby nikt nie cierpiał i nikomu nie wyrządzić przykrości.

Czytają wiersze i mówią, co chcą

Przez lata wywiady rejestrowano na magnetofonie szpulowym Nagra z firmy Kudelskiego. Jakość dźwięku była znakomita, ale wnet szafki pokoju nagrań zaczęły się wypełniać pudełkami z taśmami. W zbiorach muzeum jest obecnie ok. 4 tys. nagrań wizualno-fonicznych, z czego ponad 2 tys. to właśnie taśmy szpulowe. Właśnie są dygitalizowane.

Na zielonej kanapie w muzeum literatury siadali m.in. Tadeusz Konwicki, Agnieszka Osiecka, Ryszard Kapuściński, Jerzy Ficowski, Joanna Chmielewska, Eustachy Rylski, Edmund Niziurski, Władysław Terlecki, Józef Hen, Jan Himilsbach, Joanna Kulmowa, Andrzej Kijowski, Stefan Kisielewski, Adam Bahdaj, Tadeusz Konwicki, Miron Białoszewski, Jan Twardowski, Anna Kamieńska, Jan Józef Szczepański, Jeremi Przybora, Jerzy Narbutt. Zarejestrowano też wspomnienia bliskich - żon, córek, wśród nich m.in. Nelly Strugowej o Andrzeju Strugu i Moniki Żeromskiej o ojcu.

Zasada jest taka, że zaproszony mówi, co chce. No, prawie. Maria Dorota Pieńkowska: - Zaczynamy od części biograficznej. Nie mam zwyczaju pytać o sprawy osobiste - rodzinę, dziadków, rodziców, proszę tylko, żeby pisarz zechciał odtworzyć aurę najwcześniejszych lat życia, wskazać osoby dla niego ważne. Pytam też o lektury, o pierwsze zapisy. Moi goście mówią, co chcą powiedzieć, a nie to, co ja chcę usłyszeć. W wielu wywiadach pojawiają się pytania związane z literaturą i życiem społecznym. Niekiedy tak toczy się rozmowa, że pytań jest całkiem sporo, w innych przypadkach są jedynie uzupełnieniem gawędy. Zawsze jednak proszę o przeczytanie fragmentu twórczości - prozy, wiersza.

Zwykle wszyscy zgadzają się na nagranie. No, prawie. Kustosz muzeum: - Mamy nagrania Wisławy Szymborskiej, ale nie z naszej sesji. Odmówiła, tłumacząc, że nie lubi mówić o sobie. Od pewnego czasu mamy możliwość rejestrowania obrazu, dokumentujemy więc wybrane spotkania w Klubie Księgarza. Tak udało się zarejestrować spotkanie ze Zbigniewem Herbertem. Starałam się też o własne nagranie, nawet się wstępnie chętnie zgodził, ale stan zdrowia poety uniemożliwiał już forsowną rozmowę.

Proza raczej się w nagraniach nie pojawia. No, prawie. Kustosz muzeum: - Czasem czuje się sztywność, onieśmielenie. I co zaskakujące, zdarza się to największym. Tak było z Ryszardem Kapuścińskim. Na początku był bardzo spięty, kilkakrotnie prosił o wyłączenie mikrofonu, dopiero kolejne sesje sprawiły, że poczuł się swobodniej.

Dzwony, szelesty i melancholia

Zwykle pisarze mówią swobodnie. No, prawie. Jan Himilsbach spotkał się z poprzedniczką Doroty Pieńkowskiej, Heleną Modzelewską, którą w muzeum wszyscy nazywali panią Lusią. Była to dama wielce dystyngowana, eteryczna i elegancka. Wdzięk pani Lusi sprawił, że pisarz co chwila się zacinał. Byle nie przeklinać. A jak wiadomo nie powstrzymywały go od tego nawet nagrania radiowe.

W czasie nagrania z ks. Janem Twardowskim słychać dzwony - powstawało w jednym z pokoi przy kościele Wizytek.

Jerzy Pilch na wstępie zapytał, ile ma czasu. Wypełnił go co do minuty. W muzeum opowiadają o tym z podziwem.

Anna Świrszczyńska przygotowała wypowiedź na papierze. Odczytywała ją lekko stremowanym głosem, szeleszcząc niemiłosiernie kartkami. Sporo miejsca poświęciła roli, jaką ma do spełnienia poeta i pisarz, potem czytała swoje wiersze.

Za to Agnieszka Osiecka była bardzo bezpośrednia. - Byłam wtedy pod zupełnie innym nieboskłonem, dzieliła nas różnica wieku. Ale nie spodziewałam się, że jest w niej tak dużo melancholii. Ale to była taka dobra melancholia dająca cień, który ułatwia porozumienie - wspomina Maria Dorota Pieńkowska.

Adolf Rudnicki zgodził się na nagranie u siebie w domu. Podał herbatę w kubkach. Maria Dorota Pieńkowska wracała akurat z jakiejś imprezy w PEN Clubie, miała kamerę. Pisarz zaproponował: "Proszę filmować". Po jego śmierci okazało się, że telewizja nie ma żadnego materiału z jego udziałem, poza krótką przebitką w kronice filmowej. Muzeum udostępniło więc swoje nagranie.

Wśród gości jednego z wydarzeń w muzeum był Filip Rosenau, poeta, dziekan wydziału matematyki w Tel Awiwie. Wyjechał z Polski w latach 50., pisze po hebrajsku. Gdy się nagrywał, zadzwoniono do muzeum z prośbą o komentarz w sprawie archiwum Zbigniewa Herberta, które miało wyjechać z Polski. Gdy Rosenau usłyszał, o czym rozmawiała pani kustosz, zamiast mówić o własnej twórczości, zachwycał się Herbertem.

W muzeum zawsze starają się wykorzystać wizyty gości w stolicy, bo rejestrowane są tu przede wszystkim głosy pisarzy z Warszawy i okolic. Na wyjazdy nie ma pieniędzy. Jednak i tak zdarza się, że pisarz jak najbardziej warszawski długo nie nagrywa swojej wypowiedzi. Tak było z Tomaszem Burkiem. Okazało się, że przez długie lata nie miał telefonu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
  • 4
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Varga kontra Dunin: Ateizm a la GW

O ile listy do redakcji pisane przez teistów i ateistów aż tak bardzo mnie nie zdziwiły, a wręcz ucieszyły, to oddźwięk na stronie internetowej "Krytyki Politycznej" raczej mnie zdziwił mocno - pisze Krzysztof Varga

Problem dziewczynki w ciele chłopca

Pięcioletni chłopczyk z brytyjskiego Essex od trzeciego roku życia czuje się dziewczynką. To coraz częstsze zaburzenie nawet u tak małych dzieci