Pożar wywołany zapaleniem się metanu wybuchł w kopalni 23 marca. Poparzonych zostało dziesięciu górników, trzech zmarło w szpitalu.

Zbigniew Schinohl, obecny dyrektor rybnickiego okręgowego urzędu górniczego, i Wojciech Bradecki, prezes Wyższego Urzędu Górniczego, ujawnili wczoraj w Katowicach raport w sprawie tej tragedii. Komisja badająca przyczyny wybuchu pożaru nie znalazła podstaw do obwinienia górników o zaprószenie ognia, o co podejrzewała ich dyrekcja kopalni.

Po wypadku zadzwoniło do nas wielu pracowników kopalni Rydułtowy. Mieli do nas zaufanie, gdyż po lutowej tragedii w jastrzębskiej kopalni Jas-Mos, gdzie wybuch pyłu węglowego zabił dziesięciu górników, wielokrotnie pisaliśmy o świadomym nakłanianiu górników przez ich przełożonych do łamania przepisów w zamian za zwiększone wydobycie węgla.

Górnicy z Rydułtów opowiedzieli nam o zmuszaniu ich do pracy w warunkach zagrożenia wybuchem metanu i o fałszowaniu wyników czujników metanowych. Chodziło m.in. o instalowanie czujników w niewłaściwych miejscach lub nakierowywanie ich w stronę dysz ze sprężonym powietrzem. W ten sposób uzyskiwano lepsze wskaźniki. Wszystko po to, by uniknąć automatycznego wyłączania prądu i przerwy w wydobyciu.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej